humanbeing |
Emocjami Pisane |
menuksięga gościMój profilOpis blogaWszystko to,co noszę w sobie...mój avatarhumanbeing archiwum
Styczeń 2010 Wrzesień Sierpień Czerwiec 2009 Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń 2008 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń 2007 Grudzień linkiulubieniLicznik odwiedzinZajrzało tutaj już 35791 osób |
" Czekaj na właściwy moment, na tego mężczyznę, który sprawi, że twoje życie upije się miłością."...I teraz znów zaczynam wszystko od nowa. Silniejsza, bogatsza o te wszystkie doświadczenia, które dotychczas zebrałam, bardziej świadoma, czego tak naprawdę od życia chcę. Może nie wiem jeszcze, jakim człowiekiem powinien być ten Ktoś, kogo do szaleństwa pokocham, jednakże doskonale wiem, jaki NIE MOŻE być. A to już coś. Nigdy więcej nie pozwolę sobie na złe wybory i decyzje tylko po to, by nie czuć się samotną, tylko po to, by doświadczać choć namiastki miłości.Przez te kilka lat, choć były niezwykle trudne, nabrałam bardzo dużo pewności siebie i wiary we własne siły. Dlatego też nie mogę dopuścić, by wszystko, czego dotychczas doświadczałam ponownie stało się częścią mojego życia. Jestem teraz sama dla siebie, mam mnóstwo czasu, by zająć się tylko sobą, by o siebie zadbać tak, jak zawsze tego chciałam. Mogę robić teraz wszystko, na co mam tylko chęć, nie muszę już liczyć się z tym drugim człowiekiem, który nigdy tak naprawdę niczego nie chciał, nie oczekiwał, nie potrzebował. Powoli odżywam i choć wydarzenia ostatnich tygodni były naprawdę bolesne i ciężkie, to jednak wiem, że decyzje, które zapadły były zdecydowanie słuszne. Każdego dnia myślę nad tym, co jeszcze mogłabym dla siebie zrobić, jak spożytkować czas, który teraz mam, na nowo odkrywam te wszystkie rzeczy, które sprawiają mi radość, dzięki którym czuję, że żyję. W tej chwili nawet się nie staram tworzyć jakichś wielkich planów, które chciałabym zrealizować, bo na to jest teraz zdecydowanie za wcześnie, na chwilę obecną liczą się dla mnie te drobne rzeczy, dzięki którym się uśmiecham. Na wielkie plany i poważne decyzje jeszcze mam czas, zdążę jeszcze określić, czego tak naprawdę chcę. Nic na siłę. Najwspanialsze jest chyba to, że pomimo złych doświadczeń, pomimo upływu lat i poczucia, jak bardzo ten czas został zmarnowany, jestem obecnie bardzo świadoma siebie. Wiem, ile jestem warta, wiem, co potrafię z siebie dać, wiem też, że jestem atrakcyjną kobietą, która wiele może jeszcze w życiu osiągnąć. I dzięki tej myśli każdy dzień jest łatwiejszy, pełen nadziei i wiary, że jeszcze doświadczę szczęśliwego, pełnego bezpieczeństwa, stabilizacji i cudownych relacji z drugim człowiekiem życia. Oczywiście, mam też chwile zwątpienia, dziwne by było, gdyby ich po tylu latach nie było, w końcu po latach pseudo stabilizacji, muszę wszystko zacząć od nowa, na nowo określić siebie, pogodzić się ze zmarnowanymi latami, pogodzić się ze swoim wiekiem, z tym, że coraz młodsza nie będę, że na tym etapie nie jestem w stanie stworzyć nic dobrego, że teraz jest czas na przeanalizowanie własnego życia, własnych doświadczeń i wyciągnięcie z nich wniosków, choćby miały być to dość bolesne analizy. Ale wierzę, że przetrwam i to. Głosuj (0)
humanbeing 15/01/2012 08:44:27 [komentarzy 0] Komentuj
Krótka historia o miłości...Opowiem Ci pewną historię.Byli sobie mężczyzna i kobieta. Bardzo się kochali i na tej miłości budowali swój wspólny dom. Dużo przeszli, kiedyś się ranili - słowem i czynem, ale i te krzywdy potrafili sobie wybaczyć i zapomnieć o nich na tyle, by do nich nie wracać, by nie miały one wpływu na ich przyszłość. Kochali się, a miłość, którą w sobie nosili dodawała im sił. Ona go kiedyś mocno zraniła. On się na Niej za to bardzo długo mścił, lecz Ona to przetrwała, wybaczyła Mu to, była cierpliwa, a swoją miłością i oddaniem rekompensowała Mu doznane krzywdy. Każdego dnia troszczyła się o Niego, dbała, by miał wszystko, czego potrzebuje, by każdego dnia czuł się kochany i doceniany. Mając na względzie przeszłość, niczego od Niego nie wymagała, nie oczekiwała, była szczęśliwa, że po prostu był. Jednakże, wiedząc, że coś takiego nie może wiecznie trwać, że w ten sposób nie zbudują bezpiecznej i szczęśliwej przyszłości, z każdym dniem czując się coraz mniej kochana i doceniana - zaczęła od Niego coraz więcej wymagać. Nie były to rzeczy wielkie, niemożliwe, chciała tylko, by pokazał Jej, że Jemu tak samo mocno zależy, że tak samo chce wspólnych planów i marzeń, że chce je realizować wspólnie z Nią, że jest tak samo mocno zaangażowany, że wszystkie obietnice, których nigdy nie dotrzymał, są już przeszłością. Chciała, by zaangażował się w ich wspólny dom, chciała, by Był dla Niej wsparciem, chciała, by zdjął z Niej choć część ciężaru myślenia o wszystkim, by z Nią rozmawiał, by o Nią dbał, by choć od czasu do czasu okazał Jej, że ją kocha. I choć wielokrotnie Mu o tym mówiła, choć wskazywała, co jest nie tak, choć Go prosiła, On nie zrobił nic. Stawała się coraz bardziej smutna, rozczarowana i zła. Gdy już nie mogła poradzić sobie z tymi wszystkimi emocjami, znów z Nim porozmawiała. Na pytanie, jak Jej okazuje miłość, odpowiedział, że przecież mówi Jej o tym. Na pytanie, czy wie, co Ją uszczęśliwia, odpowiedział, że nie wie. I mimo tego, dostał od Niej kolejną szansę. Bo ona nadal wierzyła, że mogą być szczęśliwi. I znów tę szansę zmarnował, bo nie zrobił zupełnie nic z tego, co Mu mówiła. A gdy miał już dość napięcia, gdy być może stwierdził, że go to przerosło - spakował sie tydzień przed Świętami, powiedział Jej, że czuł się niekochany, że brakowało Mu uczucia. Obwinił Ją za wszystko, powtarzał, jak bardzo Go zraniła, mówił, że Ona nigdy się nie zmieni i że mimo wszystko Ją kocha. I odszedł. Dwa dni później, kiedy Ona cały czas milczała, odezwał się. Pisał o wielkiej miłości, o tym, jak strasznie Go skrzywdziła, jaką jest złą kobietą. A gdy się okazało, że ta taktyka (którą zastosował kilka lat temu i tak świetnie zadziałała) nie działa, zaczął pisać, jak wielki błąd popełnił, jak bardzo był z Nią szczęśliwy, jak bardzo chce to wszystko naprawić, że już widzi, co robił źle, że już jednak widzi, ile dostawał miłości, a sam niczego w zamian nie dawał. Obiecywał, że teraz wszystko się zmieni, On się zmieni, że już nigdy nie uczyni Jej nieszczęśliwej, bo zrozumiał, że zasługuje na wszystko, co najlepsze. Powiedziała Mu kiedyś, by nie składał obietnic, których nie potrafi dotrzymać, co niestety bardzo często Mu się zdarzało, bo kiedyś to się na Nim zemści. I wiesz co? Ona Mu już nie wierzy. Chciałaby bardzo, ale już chyba wyczerpał limit ran, które Jej zadał. A On teraz nie wie, czego się chwycić. Gdy odchodził, mówił, że to dlatego, iż czuł się zraniony i niekochany. Później mówił, że właściwie było dobrze, dlatego nie dostrzegał, jak bardzo jest leniwy i bierny. Wprost Jej powiedział, że pewne rzeczy zwyczajnie "olewał", bo było Mu tak wygodnie. Raz mówi, że było dobrze przecież, wcześniej, że czuł się niekochany, innym razem, że to dlatego uciekał w komputer, by odsunąć od siebie problemy. I Ona już nie wie, to jak w końcu było? Przyjaciele Jej mówią, że zawsze będzie przy Nim nieszczęśliwa, bo On nigdy nie potrafił Jej dać tego, czego potrzebowała, że zawsze był słaby i bierny, że nigdy się o Nią nie troszczył, a to, co od Niej otrzymywał, brał jak coś, co Mu się należy. A Ona odsuwa to wszystko od siebie i tak kurczowo trzyma się myśli, że może jednak teraz On naprawdę się zmieni, bo boi się samotności, a nie życia bez Niego. Ba, powiedzieli Jej nawet, że On wcale Jej nie kocha, a trzyma się Jej tylko dlatego, gdyż równie mocno boi się samotności, że gdyby miał choć ciut więcej pewności siebie, gdyby nie był tak mocno zakompleksiony, to już dawno by Ją zostawił. Że wszystko, co teraz Jej mówi, co pisze, jest tylko po to, by Nią manipulować, by nie dać Jej czasem o sobie zapomnieć. Powiedzieli, że nawet jak będzie sobie układał życie bez Niej, to i wtedy pewnie nie podaruje sobie, by Jej choć trochę nie podręczyć. Przyjaciele mogą powiedzieć więcej, bo stoją z boku i widzą to, czego nie widzi Ona. I choć Ona to wszystko słyszy, to jednak czasem może się zdawać, że nie słucha. Krzywdził Ją, manipulował, wykorzystywał Jej miłość i oddanie, by odchodząc obarczyć Ją winą za wszystko. I choć Ona wie, co było źle, to jednak dalej podświadomie całą winę bierze na siebie. I choć to On to skończył wychodząc z domu, to jednak ponownie obarcza Ją odpowiedzialnością za Ich ewentualną wspólną przyszłość, mówiąc Jej cały czas, że wszystko zależy od Niej, że do Niej należy decyzja, czy da Mu szansę. Głosuj (0)
humanbeing 15/01/2012 08:14:56 [komentarzy 0] Komentuj
Rzecz o grupach...Ogromną wadą pracy w większej grupie jest… grupa. Nie obejdzie się tu bez zakłamania i fałszywej uprzejmości, oblanej lukrem słodkiego uśmiechu. Typowe dla grup, gdzie wymagany jest wyższy poziom kultury. Nie można liczyć na pomoc i wsparcie, nie ma sensu zadawanie pytań, bo i tak nikt nie udzieli na nie odpowiedzi. Jedyne, na co możesz liczyć, to na dobrą radę, typu, że i tak prędzej czy później podwinie Ci się noga. Wszyscy są dla siebie wyjątkowo mili, uśmiechnięci, wręcz do rany przyłóż, ale gdy tylko znikasz za drzwiami, nie zostawiają na Tobie suchej nitki.Dobrze, gdy potrafisz się dostosować do ich reguł gry, gdy potrafisz stać się taki, jak oni. Gorzej, kiedy próba dopasowania się nie bardzo Ci odpowiada. Starasz się być neutralny, lecz nie zawsze się to udaje. Swoją drogą, to stanie z boku i nie mieszanie się jest odbierane jako coś bardzo negatywnego, świadczącego źle o Tobie. No bo jak to tak, nie mieć o nikim zdania? Bo jak można spędzać razem tyle godzin i nikogo nie obgadać? To wręcz nienaturalne, widocznie jest z Tobą coś nie tak, pewnie jesteś jeszcze gorszy od nich. W takiej grupie nie masz co liczyć na pomoc, niezwykle satysfakcjonujące są dla nich Twoje potknięcia i błędy popełnione z niewiedzy. Na każde Twe pytanie odpowiedzą z łaską i w odpowiednio długim czasie, co byś od razu nie mógł wykonać zadania. Ich dewizą jest: niech się męczy, niech mu będzie ciężko, w końcu ktoś nas bawić musi. I choć jestem w tej grupie najkrócej, staram się łamać ich sposób bycia i społecznego funkcjonowania. To, że miałam ciężkie i trudne początki nie motywuje mnie bynajmniej do tego, żeby wyżywać się na kolejnych osobach. I wbrew panującym regułom, staram się pomagać na tyle, na ile jestem w stanie. Nie traktuję nowych osób jak osobistej kary i przekazuję im wszystko, co wiem. Z pewnością nie jestem jeszcze na tyle kompetentna, ani doświadczona, by nauczać innych, ale nawet w takim przypadku jest to lepsze od niczego. Sama jeszcze każdego dnia uczę się nowych rzeczy, pcham się gdzie się tylko da i chłonę jak najwięcej. I do tego namawiam każdą kolejną osobę- by zawracały innym głowę do czasu, aż poczują się na tyle pewnie, by działać samodzielnie. Na początku bałam się pytać, ale nie ma przecież niczego złego w tym, że chcesz wiedzieć, że chcesz się nauczyć, to, że zadajesz pytania świadczy o Twoim zaangażowaniu i nie jest niczym złym. Praca w grupach, choć rozwija nasze umiejętności społecznego funkcjonowania i komunikowania się, niesie za sobą również wiele przykrych doświadczeń. Od nas tylko zależy, jak sobie w takich grupach poradzimy, jakie zasady będą dla nas najodpowiedniejsze, w jaki sposób będziemy starali się dostosować, czy w tym funkcjonowaniu pozwolimy się zdominować innym czy też zachowamy własną indywidualność. Oczywiście, dla lepszego funkcjonowania z innymi, należy pewne zasady zaakceptować, lecz nigdy nie pozwólmy siebie stłamsić. Głosuj (0)
humanbeing 21/09/2010 17:38:29 [komentarzy 0] Komentuj
"Jesteśmy tym, co o sobie myślimy. Wszystko, czym jesteśmy, wynika z naszych myśli.Naszymi myślami tworzymy świat"- BuddaWszystko zaczęło się tak zwyczajnie. Wpierw coraz większe rozczarowanie sobą i swoim życiem, brakiem perspektyw, zmian, poczuciem, że cały czas stoję w miejscu, że już dawno przestałam się rozwijać, zmieniać, ulepszać. To poczucie bezsensu, rozgoryczenia stało się tak dominujące, że już nic nie potrafiło mnie rozbawić, ucieszyć, każdy dzień kończył się ogromnym zmęczeniem, smutkiem, poczuciem krzywdy, którą sama sobie wyrządzam. Bo jak długo można trwać w czymś, co nas unieszczęśliwia, co sprawia, że tracimy wiarę w sens naszej pracy, w sens swoich starań?Tak bardzo pragnęłam, by w końcu los się odmienił, lecz nie wiedziałam, gdzie szukać rozwiązania. Chciałam zmian, lecz nie wiedziałam od czego zacząć, nie miałam zupełnie żadnego pomysłu na swoje życie. Stąd to tak nieznośnie długie trwanie w czymś, co sprawiało, że czułam się bezwartościowa, nijaka, nie potrafiąca czegokolwiek dokonać. Do tej niewiedzy dochodził fakt, że tak strasznie bałam się zmian, bałam się przekonać, że faktycznie do niczego już się nie nadaję, że nie jestem w stanie już niczego się nauczyć, bałam się usłyszeć to od innych, którzy ocenialiby moje (nie)umiejętności. Bo tak naprawdę nie miałam się czym pochwalić. Już dawno skończone studia, zero stażu, zero doświadczenia, a kto w obecnych czasach chciałby takiego pracownika? I ten lęk przed porażką sprawiał, że tak długo zwlekałam. "Uśpione głęboko w człowieku tkwią moce, które wprawiłyby go w osłupienie, o których istnieniu nawet nie marzył; siły, które, rozbudzone i zaprzęgnięte do działania, zrewolucjonizowałyby jego życie."- Orison Swett Marden I tak zaczęła się moja podróź ku zmianie. Wpierw określiłam swoje priorytety: zmiana przede wszystkim, czyli szukanie dróg, sprawdzanie ich, nie poddawanie się po porażce, próbowanie, ćwiczenie siebie, choćby tylko po to, żeby sprawdzić, jak radzę sobie w stresujących sytuacjach. I z każdą kolejną próbą przekonywałam się, że radzę sobie coraz lepiej, nawet kiedy mi odmawiano. Nie odbierałam tego zbyt osobiście, zwyczajnie- brak doświadczenia nie każdemu odpowiada, lecz wierzyłam, że w końcu trafię na kogoś, kto pomimo tych braków, zdedcyduje się dać mi szansę. Przestałam obwiniać siebie o wszystkie porażki, co nie pozwoliło mi się poddać, nie odebrało mi wiary w siebie, zresztą, na każdej kolejnej rozmowie odkrywałam, że jeszcze nie do końca straciłam umiejętność inteligentnego komunikowania się z innymi, obcymi dla mnie ludźmi, co w sumie najmocniej mnie przerażało- że się zbłaźnię. "Nic nie dodaje odwagi bardziej, niż niekwestionowana zdolność człowieka do podźwignięcia własnego życia poprzez świadome działanie."- Henry David Thoreau I tym sposobem w końcu udało mi się coś osiągnąć. Zmieniłam środowisko, które mnie ograniczało, które sprawiało, że czułam się beznadziejna w każdej dziedzinie życia. Oczywiście, początki były niezwykle trudne, nie spałam, nie jadłam, po pracy wciąż na nowo przeżywałam miniony dzień, miałam chwile zwątpienia, ogarniał mnie paniczny strach, że sobie nie poradzę, że nowe, zupełnie odmienne od dotychczasowych, obowiązki zwyczajnie mnie przerosną, że nie nauczę się tego, co powinnam w wystarczająco szybkim czasie. Ale z każdym dniem coraz więcej wiem, coraz więcej umiem, zatruwam innym życie nieustannymi pytaniami, żeby nauczyć się jak najwięcej, jak najszybciej wszystko zrozumieć. I to przynosi efekty. Oczywiście, to wciąż świeży dla mnie świat, nadal się boję, nadal jest mnóstwo rzeczy, których muszę się podjąć, ale wierzę, że sobie z nimi poradzę, bo w swoją pracę i naukę wkładam całe swoje serce i zaangażowanie, a to przecież musi przynosić efekty! I wiem, że wkroczyłam na nową drogę życia, że skończył się czas bezczynności, nudy, przede mną wiele wyzwań, które podejmę z ogromną przyjemnością i niecierpliwością. Dzięki tej zmianie przypomniałam sobie, jakie to przyjemne poznawać nowe rzeczy, nowych ludzi, jak fajnie jest się rozwijać i każdego dnia uczyć czegoś nowego i ciekawego. I wiem, że naszym życiowym celem jest pokonywać własne ograniczenia i lęk przed nowym, bo każde wyzwanie uczy nas wytrwałości, napełnia wiarą w siebie, wskazuje nam drogi, którymi chcemy podążać- "Albo odnajdziemy drogę, albo ją zbudujemy". I tak na koniec obecnie moja myśl przewodnia: "Nigdy się nie zniechęcam, ponieważ każde odrzucenie niewłaściwej próby stanowi kolejny krok naprzód".Thomas Edison Głosuj (0)
humanbeing 21/08/2010 13:53:04 [komentarzy 0] Komentuj
Rzecz o mężczyznach i kobietach..."Męska dusza jest bardzo skomplikowana. Ciągle toczy się niej walka między lękiem i odwagą, słabością i siłą, zaufaniem do siebie i podatnością na ocenę innych. Nie zawsze zwyciężają te dobre cechy. Są czuli na pochlebstwa, pozują, napinają mięśnie i klatki piersiowe, nie potrafią otwarcie powiedzieć, co myślą i czują. Mały chłopiec, który siedzi w każdym mężczyźnie, ciągle boi się odrzucenia. Rzadko który mężczyzna potrafi się tym małym chłopcem w sobie zająć- pozwolić mu popłakać, przytulić go, pochwalić, nie stawiać mu wysokich wymagań, nie wstydzić się go, pozwolić mu powiedzieć, co czuje. A przecież kobiety też mają w sobie taką małą dziewczynkę, i dobrze, jeśli oni- ten mały chłopiec z tą małą dziewczynką- czasami się spotkają.Bezpieczeństwo czy rozwój- złe związki to te, w których się rezygnuje z rozwoju, rezygnuje z własnych uczuć, przekonań, intuicji na rzecz tego 'co należy'." Głosuj (0)
humanbeing 27/06/2010 09:57:46 [komentarzy 0] Komentuj
Zostań swoim przyjacielemDobre traktowanie siebie często bywa moralnie podejrzane. Wychowując dzieci, rzadko uczymy je, że warto dbać o swoje potrzeby. Miłość własną mylimy z egoizmem. Niesłusznie. Dobre traktowanie siebie i innych to przecież dwie strony tego samego medalu. Ludzie są na ogół nakłaniani i motywowani do działania dla dobra innych oraz do rozwijania postaw prospołecznych i altruistycznych. Kierowanie się osobistym interesem i koncentracja na zaspakajaniu własnych potrzeb nazywane jest egoizmem i oceniane negatywnie. Co jednak znaczy "być dobrym dla samego siebie"? Pozytywne postawy i formy kontaktu z samym sobą obejmują: rozumienie i akceptację siebie, wspieranie i lubienie siebie, pomaganie sobie, traktowanie siebie z szacunkiem i bycie dla siebie ważnym. Jednak bardzo wielu ludzi nie doświadcza tego rodzaju relacji z samym sobą. Wspólnym mianownikiem problemów zdecydowanej większości ludzi jest negatywne nastawienie do siebie i nieumiejętność bycia przyjaznym wobec siebie, pomagania sobie. Wielu ludzi wręcz walczy ze sobą, atakuje i przeszkadza sobie, a ich życie wewnętrzne pełne jest lęku, smutku i gniewu. Ludzie, którzy nisko cenią siebie, często na zewnątrz demonstrują pewność siebie i zadufanie w sobie. Tak też odbierają ich inni. W jaki więc sposób przejawia się ich faktyczny stosunek do samego siebie? Podstawowym wskaźnikiem jest treść doświadczania samego siebie. Osoby pozytywnie nastawione do siebie częściej doświadczają zadowolenia z siebie, zaufania do siebie, wewnętrznego spokoju i rozluźnienia. W trudnych sytuacjach potrafią się uspokajać i pocieszać lub spostrzegać trudności jako wyzwania, którym można sprostać. Osoby, u których dominuje negatywny stosunek do siebie, zmagają się ze sobą, żyją w ciągłym napięciu, pochłaniającym ich energię i burzącym spokój wewnętrzny. Trudno im uzyskać satysfakcję, nawet w obliczu sukcesów życiowych. Żyją w obawie, że inni rozpoznają ich negatywne cechy oraz przewidują, że to, co dobre w ich życiu, skończy się źle. Wspieranie i rozwijanie przyjaznego stosunku do siebie często oznacza przede wszystkim przezwyciężanie i zmianę nastawienia negatywnego. Kierunki pozytywnych przemian można by więc określić jako: Głosuj (0)
humanbeing 19/06/2010 06:00:07 [komentarzy 0] Komentuj
...w zaczytaniu..."...Przydź do mnie, a ja będę słońcem, wokół którego krążyć będziesz zamknięty w orbicie, a moje promienie odsłonią tajemnice, które trzymasz w ukryciu przed wszystkimi, i ja, który mam czar i siłę, o jakiej Ty nie masz pojęcia, zdobędę kontrolę nad Tobą, posiądę Cię i wreszcie zniszczę!..."
humanbeing 8/10/2009 21:06:38 [komentarzy 0] Komentuj
..."Każdy człowiek idzie przez życie sam. Ważne, żeby właściwie wybierać własne drogi i wiedzieć, dokąd prowadzą. Nie możesz iść ścieżką należącą do kogoś innego. Zgubisz się. A raczej- zgubisz siebie."
humanbeing 4/09/2009 08:35:31 [komentarzy 0] Komentuj
Berek- świat w kolorach tęczy"Ilekroć pada słowo gej, podświadomość przełącza rozumowanie na taryfę specjalną. Przed oczy natychmiast pchają się obrazy przebierańców z gejowskich parad: przerysowane, groteskowe postacie u jednych budzące śmiech, u innych obrzydzenie; zwykle jednak trudne do wyobrażenia w zwyczajnym życiu.Utrwalił się więc schemat: geje są inni, czyli obcy, niezrozumiali, nieprzewidywalni, mogą zagrozić poukładanemu w głowach światu. Przez nich podział na dobro i zło traci bibilijny kontrast, a politycy mają nieustanny kłopot. Jedni najchętniej pozbyliby się tego bólu głowy i zesłali wszystkich gejów gdzieś daleko- najlepiej na Madagaskar, byleby tylko nie musieć ich oglądać i nie mieć z nimi do czynienia. Inni na odwrót- oferują gejom wyciągniętą rękę i swoją tolerancję. Owszem jesteście inni- mówią- ale my jesteśmy tolerancyjni i pozwalamy wam być takimi, jakimi jesteście, mimo że odbiegacie od normy. Zapamiętajcie te dwa groźne dla polskiego geja słowa: Madagaskar i tolerancja. Odrzucenie i fałszywa życzliwość. Z jednej strony przekonanie, że tylko jeden model życia jest prawidłowy, prowadzące do stawiania się w pozycji sędziego, z drugiej- protekcjonalne poklepywanie sprowadzające gejów do roli antropologicznej ciekawostki. W obu wypadkach traktuje się ich jako dziwaczną grupę odmieńców naruszających ogólnie przyjęte standardy, tyle że pierwsi na to się nie zgadzają, a ci drudzy dają przyzwolenie. Ale jest jeszcze trzeci, znacznie uczciwszy sposób odnoszenia się do gejów: traktowanie ich jako oczywistości- biologicznej, społecznej i kulturowej, mającej naturalne prawo do istnienia. Pragnienie bycia sobą jest wśród gejów coraz większe. Procesu ich społecznej emancypacji już nic nie powstrzyma. Coraz rzadziej będą się wśród nich zdarzały małżeństwa zawierane pod naciskiem rodziny, żyjące potem w nieszczęściu, a czasem w prawdziwych torturach. Zygmunt Kałużyński powiedział kiedyś: 'Uważam, że przyznanie się do faktu bycia homoseksualistą, nie tylko wobec samego siebie, ale także wobec otoczenia, daje wolność. Wtedy nie trzeba udawać, blagować, wykręcać się i kłamać'. Wolność to pojęcie dla geja najważniejsze, będące kwintesencją istoty jego losu. Wolność bywa jednak i piękna, i niebezpieczna; niesie ze sobą wiele zagrożeń, które- bywa- doprowadzają do jej utraty. Niestety rozumieją to tylko nieliczni. Gdy w 1975 roku na plaży w Ostii znaleziono ciało zamordowanego reżysera-geja Piera Paola Pasoliniego, Oriana Fallaci opublikowała głośny list do niego: 'Miałeś potrzebę absolutu, ty, który opętałeś nas słowem humanizm. Mogłeś ugasić swą udrękę i zaspokoić swe pragnienie wolności, tylko znajdując taki koniec: z roztrzaskaną głową i rozszarpanym ciałem. To nieprawda, że nienawidziłeś przemocy. Potępiałeś ją przez rozum, lecz duszą ją wzywałeś, bo to był jedyny sposób, żeby tego spalającego cię demona obłaskawić i ukarać. To nieprawda, że przeklinałeś ból. Przeciwnie, służył ci on jako lancet do usuwania anioła, który był w tobie. Pisząc, znieważałeś, raniłeś tak głęboko, aż pękało serce'. Żeby zrozumieć gejów- i tych zwyczajnych, codziennych, i tych, którzy stają się wielkimi pisarzami, reżyserami, aktorami, poetami- trzeba przyjąć, że mają oni swój własny świat: ani gorszy, ani lepszy od świata większości, ale równoległy. Jego potoczność różni się od doświadczenia tych, którzy go nie znają, ale przecież jest tak samo ważna, jak świat każdego innego człowieka. Niewymagająca niczyjej zgody ani pozwolenia na swoje istnienie." Już drugi raz sięgam po książkę Berek Marcina Szczygielskiego. I już drugi raz zaskakuje mnie swoją naturalnością, realnością, prawdą, która nie bulwersuje, a wręcz cieszy, bo może dzięki temu przestaniemy w końcu traktować gejów jak odmieńców, a tym samym przestaniemy czuć się lepsi. Bycie w większości wcale nie oznacza przecież, że znaczymy więcej, że jesteśmy lepszym gatunkiem człowieka.
humanbeing 3/09/2009 06:42:56 [komentarzy 0] Komentuj
Czas rozstań i powrotówTak ciężko zasypiać bez Ciebie. Nie móc się do Ciebie przytulić po ciężkim dniu, nie móc z Tobą porozmawiać, opowiedzieć, co się ciekawego wydarzyło... to takie trudne. Każdy dzień bez Ciebie jest dniem straconym, smutnym, nudnym, bezcelowym. A gdy nie ma Cię przy mnie, nie potrafię znaleźć dla siebie miejsca.Staram się jakoś z tymi przeszkodami funkcjonować i nie świrować bez Ciebie. W dzień, gdy jestem w pracy, jeszcze jakoś mi się to udaje, najgorsze są wieczory- takie długie, samotne. Wiem, że już za kilka dni znów Cię ujrzę, ale nie potrafię w pełni się z tego cieszyć, bo wiem, że to będzie tylko tak na chwilę, że po kilku godzinach znów wyjedziesz, a ja nie zdąrzę się Tobą nacieszyć, nie zdąrzę się Tobą nasycić na tyle, by mi to wystarczyło na kolejny tydzień bez Ciebie. Teraz w pełni dociera do mnie, jak ciężko żyć tym rodzinom, które podążyły za pieniądzem, które zdecydowały się na długą rozłąkę- ja bym nigdy na to nie pozwoliła i w tym szczęściu w nieszczęściu, cieszę się, że to tylko kilka tygodni, że po szkoleniu w tej durnej Holandii wrócisz do mnie. I już nigdzie więcej Cię nie puszczę! Bo nie potrafię spędzać tych godzin, dni i nocy bez Ciebie, bez Twojej bliskości, bez nieustannej czułości, bez naszych wygłupów i rozmów. Jesteś moim powietrzem i tylko przy Tobie potrafię prawdziwie żyć, oddychać i cieszyć się tym, co mnie spotyka. Tylko Ty sprawiasz, że z wysoko podniesionym czołem pokonuję trudności, tylko z Tobą wierzę, że wszystko będzie dobrze. Bo razem można wszystko osiągnąć, choćby nie wiem ile jeszcze przeszkód było do pokonania. Tęsknię...
humanbeing 11/08/2009 05:41:14 [komentarzy 0] Komentuj
|